Skąd się bierze strata
W apartamencie jedna pusta noc kosztuje kilka razy więcej
Hotel na czterdzieści pokoi rozkłada błąd cenowy na czterdzieści jednostek.
Przy pięciu apartamentach ten sam błąd widać w całości na przelewie.
W najmie krótkoterminowym cennik ma zwykle trzy pozycje: sezon, poza sezonem
i długi weekend. Ustawia się go raz i nie rusza. Taka cena jest zła w dwie strony
naraz: w terminach, na które jest popyt, apartamenty schodzą za tanio na dwa
miesiące przed datą, a w terminach, na które popytu nie ma, stoją puste do końca,
bo nikt nie zszedł ze stawki na czas.
Do tego dochodzą trzy rzeczy, których hotel nie ma. Sprzątanie kosztuje tyle samo
przy jednej nocy, co przy siedmiu, więc krótki pobyt po niskiej cenie potrafi wyjść
pod kreską. Dwa lokale w tym samym budynku sprzedają się inaczej, bo mają inny
metraż, piętro i widok. A gość apartamentu rezerwuje bliżej daty przyjazdu niż
gość hotelu, więc na reakcję jest mniej czasu.
Doba noclegowa jest towarem, który psuje się o północy. Nie da się jej sprzedać
później ani przenieść na kolejny miesiąc. Dlatego przy apartamentach reakcja
na to, co dzieje się w kalendarzu, jest warta więcej niż sama wysokość ceny.
To nie jest argument za obniżkami. Równie często podnosimy ceny - po prostu
w terminach, w których lokal i tak by się sprzedał.